Radzenie sobie ze stresem przed poniedziałkiem w pracy

30 listopada, 2019

“”Uwaga, nadchodzi poniedziałek””

Blisko siedem na 10 osób w niedzielę po południu zaczyna stresować się pracą i tym, jak będzie wyglądał najbliższy tydzień. Amerykański portal rekrutacyjny Monster.com w zeszłym roku zapytał internautów o to, “”czy odczuwają tak silny stres bądź przygnębienie w niedzielny wieczór, że myślą o zmianie miejsca pracy””. Z odpowiedzi udzielonych przez 3,6 tys. osób wynika, że “”sunday night blues“” – po polsku “”syndrom poniedziałku“” – dotyka aż 65 proc. zatrudnionych. Zaledwie 22 proc. było wolnych od tego obciążenia.

Ankieta miała charakter globalny i dlatego ustalono, że nadejście poniedziałku najbardziej przeżywają Amerykanie i Kanadyjczycy – 81 proc. tamtejszych pracowników denerwuje się na myśl o nadchodzącym tygodniu. Europejczycy radzą sobie ze stresem nieco lepiej, odczuwa go 73 proc. pracujących na Starym Kontynencie.

Pozazdrościć można za to Francuzom i Niemcom – w tych krajach na “”syndrom poniedziałku”” cierpi zaledwie kolejno 20 i 30 proc. zatrudnionych.

Chociaż zabrakło indywidualnych danych dla naszego kraju, to z badania “”Polski stres”” przeprowadzonego przez TNS Polska na zlecenie “”Gazety Wyborczej”” w 2013 r. wynika, że pracą przejmuje się co czwarty Polak. Pośrednio może to być nawet częstsze – co trzeci badany powiedział, że najbardziej denerwuje go sytuacja finansowa, która często związana jest z pracą lub jej utratą, realną lub spodziewaną.

Michałowi, sprzedawcy w amerykańskiej firmie, poniedziałek kojarzy się z troską o to, czy w nowym tygodniu zrobi wynik. – Pracujemy w systemie od poniedziałku do piątku, zamiast pensji raz w miesiącu dostaję tygodniówkę. Jeżeli przez dwa tygodnie z rzędu nie zrealizuję planu, wyrzucą mnie z pracy. Jest o czym myśleć w niedzielę wieczorem, szczególnie jeżeli ostatnim razem mi nie poszło – opowiada.

Zjawisko poniedziałkowego stresu jest znane psychologom i trenerom zajmującym się prowadzeniem szkoleń, które uczą, jak go rozładować. Iwona Firmanty, która zajmuje się obiema rzeczami, potwierdza: – Z moich obserwacji przeprowadzonych na tysiącach pracowników wynika, że to problem, z którym mierzy się znaczna część społeczeństwa, bez względu na pozycję zawodową i rodzaj firmy. Zapewniam, że pracownicy szeregowi budżetówki są tak samo zestresowani jak dyrektorzy w zagranicznych korporacjach. Różnią ich tylko źródła i przyczyny tej frustracji – tłumaczy.

Do głównych przyczyn złego samopoczucia pod koniec weekendu zalicza się wypalenie zawodowe, cotygodniowe spotkanie z szefem, które przypada na poniedziałek lub wtorek, poczucie braku realizacji w pracy, brak ambitnych zadań na co dzień, przepracowanie, brak równowagi między życiem prywatnym a zawodowym, atmosfera w pracy.

Efekty? To właśnie w poniedziałek dochodzi do największej liczby wypadków, zawałów czy napadów duszności. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy dzień można obiektywnie nazwać za spokojny – mówi Firmanty. – Nauczyliśmy się kojarzyć poniedziałek z zagrożeniem, nasz organizm wydziela adrenalinę. Jesteśmy podenerwowani, bo z biologicznego punktu widzenia, chociaż nic się nie dzieje, nasze ciało szykuje się – w zależności od typu osobowości – do ataku lub ucieczki. Przez to albo podnosi nam się ciśnienie, stajemy się nerwowi, albo nasza uwaga jest rozproszona i stajemy się mniej uważni – wylicza psycholog.

Radzi, żeby ci, których dosięga “”syndrom poniedziałku””, nie zamiatali problemu pod dywan. Doraźne sposoby na poprawę samopoczucia powinno się stosować jako dodatek, a nie główne rozwiązanie. – Jeżeli lęki towarzyszą komuś od dłuższego czasu, a nie są sporadyczną reakcją na stresujące wydarzenie, należy poszukać wsparcia u psychologa lub trenera. Pomoże on ustalić profil zawodowy, wskazać mocne i słabe strony, co doda odwagi lub podniesie zaniżone poczucie własnej wartości, które często bywa źródłem niepotrzebnego stresu. Co ważne, są specjaliści, którzy takich porad udzielają bezpłatnie, trzeba ich tylko poszukać – mówi Firmanty. – Absolutnie nie wolno siedzieć na bombie zegarowej lub zagłuszać lęków proszkami uspokajającymi. To nie rozwiąże problemów, może wręcz stworzyć następne – ostrzega psycholog.

Co można zrobić przed tym, zanim konieczna będzie wizyta u specjalisty?

Mężczyznom pomaga aktywność fizyczna. – To pamiątka z dawnych czasów, kiedy musieli się nabiegać, żeby zdobyć coś do jedzenia. Teraz zasiadają przed telewizorem i podjadają słodycze, co sprzyja tyciu. Tkanka tłuszczowa odkładająca się na brzuchu sprzyja wydzielaniu kortyzolu, hormonu stresu, który jest jedną z przyczyn zawału serca. Dla kobiet aktywność fizyczna również jest wskazana, chociaż w ich wypadku dobre rezultaty przynoszą również spotkania towarzyskie i rozmowa. Ważne, żeby nie skupiała się na problemach w pracy. Dla pań mam jeszcze jedną wskazówkę – często swój wolny czas poświęcają na rozwiązywanie problemów innych ludzi. Jeżeli nie jest to absolutnie niezbędne, lepiej, żeby tego nie robiły. Dwa dni odpoczynku w tygodniu to czas, który bez względu na płeć powinniśmy mieć dla siebie i rodziny, spędzać go w sposób przyjemny i relaksujący – tłumaczy Firmanty.

Magdalena Błaszczyk-Moryń, menedżer ds. rekrutacji w agencji doradztwa personalnego Randstad: – Dużo zależy od przełożonych. Początek tygodnia dla wszystkich jest ciężki, nie ma potrzeby potęgować tego faktu umawianiem spotkania organizacyjnego w pierwszych godzinach pracy. Jeżeli nie jest to rzecz absolutnie pilna, lepiej, żeby zaczynała się np. w połowie dnia, wtedy wszyscy zdążą się do niej przygotować – radzi Błaszczyk-Moryń.

Co w sytuacji, kiedy szef nie jest empatyczny lub organizacja pracy w firmie nie pozwala na zmianę? – Wtedy liczy się odpowiednie planowanie obowiązków i nieodpuszczanie sobie w piątek. Często pod koniec tygodnia tracimy rozpęd i przenosimy część zadań na początek następnego. Powinno być odwrotnie – najlepiej, żeby stałe obowiązki, które musimy wykonać w poniedziałek rano, zrobić już w piątek po południu, wtedy nic nie będzie nad nami ciążyć i spokojnie wejdziemy w nowy tydzień – mówi Błaszczyk-Moryń.

Eksperci zalecają również, żeby zawsze na poniedziałek zaplanować coś przyjemnego, np. spotkanie ze znajomymi, kino, zakupy, relaksującą kąpiel, ulubione zajęcia sportowe. Wtedy poza powrotem do obowiązków będzie nam się kojarzył również z miłymi wydarzeniami.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą możemy zrobić, żeby poczuć się lepiej nie tylko w niedzielę wieczorem, ale również w pozostałe dni tygodnia. Zdaniem Firmanty wiele osób osiąga spokój, kiedy uświadamia sobie, że praca to tylko czynność, dzięki której zarabiają pieniądze, a nie całe życie. – Gdy rozmawiam z osobami, które zostały zwolnione, najczęściej są wściekłe. Mówią, że firma ich oszukała, zdradziła. Wtedy odpowiadam, że firma to nie rodzina, tylko instytucja, która kupiła ich czas i kompetencje. Kiedy przestały być potrzebne, przyszedł moment rozstania. Teraz można szukać nowego miejsca pracy, które nas potrzebuje. Uwolnienie się od psychicznego przywiązania do miejsca pracy, wręcz panicznego lęku przed zmianą, pozwala się zdystansować do wielu spraw – mówi Firmanty.

Artykuł autorstwa Marty Piątkowskiej, z udziałem trenera firmy Human Skills Iwony Firmanty

Źródło: http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90445,15345188,Uwaga__poniedzialek_nadchodzi.html

Udostępnij

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Przeczytaj również: